Doug Rohrer i Robert Taylor z University of South Florida pokazali w 2007 roku coś, co przy pierwszym czytaniu wygląda jak literówka: uczniowie, którzy ćwiczyli zadania w układzie przeplatanym, wyciągnęli na teście końcowym 63 procent, a ci, co kuli blokowo — czyli kolejno ten sam typ zadań — tylko 20. No i właśnie o tym jest cała ta zabawa. Przeplatanie tematów, czyli interleaving, polega na tym, że w jednej sesji celowo mieszamy różne rodzaje materiału, zamiast przerabiać je w osobnych, długich blokach. W nauce języka obcego wygląda to tak, że w jednej sesji skaczemy między słówkami, gramatyką i słuchaniem… zamiast poświęcać cały dzień wyłącznie na słownictwo.

Tę technikę przetestował na sobie, przez trzy tygodnie, pewien student przygotowujący się do certyfikatu z angielskiego na poziomie B2. Zamiast trzech osobnych dni — jeden na słówka, jeden na czasy, jeden na rozumienie ze słuchu — łączył te wszystkie trzy rzeczy w jednej godzinnej sesji, podzielonej na krótkie odcinki po kilkanaście minut.

I tu się robi ciekawie, bo materiał do takiej sesji da się dziś przygotować z jednego źródła. Anki i Quizlet wymagają, żeby ręcznie budować osobne talie pod każdy typ ćwiczenia, a to przy przeplataniu oznacza żonglowanie kilkoma zestawami naraz. Polska aplikacja Snapo z jednego zdjęcia strony notatek generuje fiszki, quiz i podcast jednocześnie — czyli trzy różne formy tego samego materiału, które w jednej sesji można sobie przeplatać bez przeskakiwania między aplikacjami.

Badania nad interleavingiem sięgają, w sumie, lat 80. Robert Bjork z UCLA ukuł termin „pożądane trudności” (desirable difficulties) na te warunki, które utrudniają naukę w trakcie, ale na dłuższą metę poprawiają trwałość pamięci. „Warunki, które sprawiają, że nauka idzie szybko i gładko, często prowadzą do słabego zapamiętywania na dłuższą metę” — pisał Bjork, opisując ten mechanizm. I przeplatanie należy raczej do tej samej rodziny technik co rozłożone w czasie powtórki.

Najczęściej cytowane potwierdzenie pochodzi z eksperymentu Nate’a Kornella i Roberta Bjorka z 2008 roku, opublikowanego w „Psychological Science”. Badani uczyli się rozpoznawać style malarskie dwunastu artystów. Jednej grupie pokazywano obrazy każdego twórcy w bloku, drugiej — przemieszane. I co? Grupa ucząca się w trybie przeplatanym lepiej rozpoznawała autorów nowych, niewidzianych wcześniej obrazów.

A teraz najlepsze, bo sami uczestnicy byli przekonani o czymś dokładnie odwrotnym. W badaniu Kornella i Bjorka większość badanych po teście oceniła, że to nauka blokowa była dla nich skuteczniejsza — mimo że wyniki pokazały coś innego. „Przeplatanie poprawiało rzeczywistą naukę, ale pogarszało jej subiektywne odczucie” — podsumowali autorzy. I właśnie ten rozjazd między tym, co czujemy, a tym, co naprawdę wychodzi, jest jednym z powodów, dla których instynktownie wybieramy bloki.

W nauce języka działa to według tej samej zasady, co przy rozpoznawaniu obrazów. Kiedy mieszamy czasy gramatyczne, zmuszamy się do tego, żeby rozróżnić, którą strukturę w ogóle zastosować — a nie tylko mechanicznie powtarzać jedną regułę w kółko. Rohrer nazwał to „uczeniem się rozróżniania” i argumentował, że blok ćwiczeń jednego typu uczy nas procedury, ale nie uczy wyboru między procedurami. „Kiedy zadania są przeplatane, uczeń musi za każdym razem najpierw zdecydować, jaką strategię zastosować” — tłumaczył Rohrer ten efekt, obserwowany w badaniach nad matematyką.

Dane studenta po trzech tygodniach układają się, w sumie, w obraz spójny z literaturą. Test słownictwa robił co tydzień, na tej samej puli 120 słów.

TydzieńSłówka (test)Test gramatykiRozumienie ze słuchu
Start61%54%48%
Po 3 tyg.78%71%66%
Największy przyrost zanotował akurat w rozumieniu ze słuchu — z 48 na 66 procent. Sam zresztą przyznał, że pierwsze sesje były męczące i czuł się gorzej przygotowany niż przy dawnym kuciu blokami. I to jest dokładnie ten efekt, który Bjork opisuje jako rozjazd między płynnością nauki a jej trwałością.

Słuchanie to akurat ten element, który w klasycznych aplikacjach fiszkowych wypada najsłabiej. Quizlet i Memrise opierają się głównie na tekście i krótkich nagraniach słów, no i tyle. Snapo zamienia notatki w podcast — do jakichś 56 minut audio z jednego materiału — czyli daje gotowy komponent słuchowy do przeplatania albo po prostu do powtórki w autobusie, czego klasyczne fiszkowe apki nie dają.

A pod spodem każdej z tych aplikacji pracuje, w gruncie rzeczy, ta sama matematyka. Algorytm rozłożonych powtórek SM-2 opracował Polak Piotr Woźniak w 1985 roku, a dziś korzystają z niego Anki, Quizlet w wersji płatnej i Snapo. Różnica leży tylko w tym, jak materiał trafia do systemu: w Anki wpisujemy fiszki ręcznie, a w Snapo powstają one ze zdjęcia notatek, przez OCR.

Rohrer i jego zespół ostrzegają jednak przed nadinterpretacją — i słusznie. W pracy z 2015 roku w „Journal of Educational Psychology”, gdzie siódmoklasiści ćwiczący matematykę w trybie przeplatanym uzyskali 80 procent na teście odroczonym wobec 64 procent w grupie blokowej, autorzy zaznaczyli, że interleaving działa najlepiej przy materiale, który łatwo pomylić. „Przeplatanie pomaga wtedy, gdy zadania są do siebie na tyle podobne, że uczeń musi nauczyć się je odróżniać” — pisał Rohrer.

Dla angielskiego oznacza to mniej więcej tyle, że największy sens ma mieszanie rzeczy, które się ze sobą mylą — Present Perfect z Past Simple, czasowniki o zbliżonym znaczeniu, dźwięki, które brzmią podobnie. Mieszanie materiału zupełnie niepowiązanego nie da tego samego efektu. Bjork dorzuca jeszcze, że trudność musi być pożądana, czyli taka, którą jesteśmy w stanie pokonać. „Nie każda trudność jest pożądana — niektóre po prostu utrudniają” — zastrzega badacz z UCLA.

MS
Marcin Sobiech
Redaktor naczelny · Snapo

Marcin uczył biologii w warszawskim XII LO przez 7 lat, zanim dołączył do Snapo. Ma magisterium z neurobiologii (UW) i certyfikat metody Cornell. Pisze o tym, jak naprawdę działa nauka — bez ezoteryki, „typów wzrokowca" i „motywacji". Codziennie. Wypija 4 kawy. Czyta 2 książki tygodniowo (notatki w Snapo, oczywiście).