Kodeks karny z 1997 roku — i co, masz w głowie te 363 artykuły poukładane jak należy? No właśnie raczej nie, a egzaminator z części szczególnej i tak zapyta o konkretny numer przy konkretnym przestępstwie. I co sesję wraca to samo pytanie, na wydziałach prawa w całej Polsce: jak w ogóle uczyć się prawa, żeby te wszystkie liczby się nam nie pomieszały. Badacze pamięci odpowiadają na nie od ponad stu lat… i wiesz co, odpowiedź raczej nigdy nie brzmi „czytaj więcej”.
Krzywa zapominania, czyli dlaczego przeczytanie nie wystarcza
Był sobie Hermann Ebbinghaus, niemiecki psycholog, i w pracy z 1885 roku opisał, jak szybko nasz umysł gubi to, czego dopiero co się nauczył. I wychodzi z tego mniej więcej tak: jak nie powtórzymy, to większość tych wykutych ciągów znika nam jeszcze w ciągu pierwszej doby. „Z przyrostem czasu zapominanie postępuje, lecz coraz wolniej” — pisał Ebbinghaus, opisując ten mechanizm, który dziś nosi jego nazwisko.
A numery artykułów to dla mózgu materiał akurat wyjątkowo wrogi: abstrakcyjny, bez znaczenia, łatwy do pomylenia z innym. No i stąd całe te mnemotechniki — chodzi o to, żeby nadać liczbom jakiś sens, zamiast kazać sobie je „wkuwać na pamięć”.
Pałac pamięci i skojarzenia liczbowe
Pierwsza technika ma jakieś dwa tysiące lat, serio. Metoda loci, opisana już w rzymskim podręczniku retoryki „Rhetorica ad Herennium”, polega na tym, że rozmieszczamy to, co chcemy zapamiętać, w wyobrażonej przestrzeni — w pokoju, na ulicy, w mieszkaniu. Czyli: art. 148 (zabójstwo) wrzucamy sobie przy drzwiach wejściowych, art. 278 (kradzież) ląduje w kuchni przy lodówce. I nagle ta sucha lista numerów zamienia się w opowieść, taką trasę, po której się przechodzimy.
Druga technika przekłada cyfry na obrazy. W tak zwanym systemie głównym każdej cyfrze przypisujemy jakąś spółgłoskę, a z liczby budujemy słowo. I wtedy art. 286 (oszustwo) robi się konkretnym, zapadającym w pamięć skojarzeniem, a nie trzema przypadkowymi cyframi. Im bardziej absurdalny ten obraz, tym mocniej siedzi… naprawdę, im głupsze, tym lepiej.
Powtórka z odzysku — najmocniejszy dowód
Trzecia technika opiera się na badaniu, które w sumie zmieniło myślenie o uczeniu się. Jeffrey Karpicke i Henry Roediger z Washington University w St. Louis opublikowali w 2008 roku w „Science” eksperyment, który pokazał coś takiego: samo odpytywanie się z materiału daje wielokrotnie lepszą trwałość niż ponowne czytanie. „Pobieranie informacji z pamięci jest potężnym narzędziem wzmacniania uczenia się” — podsumowali autorzy. I po tygodniu wyszło tak, że grupa, która ćwiczyła przypominanie, pamiętała jakieś 80 proc. materiału, a ta, która tylko czytała — niespełna 40 proc. Czyli różnica dwa razy.
No i najlepiej to wszystko działa w połączeniu z odstępami. Algorytm SM-2, opracowany w 1985 roku przez Piotra Woźniaka, ustala, kiedy pokazać nam daną fiszkę ponownie — tak, żeby trafić w ten moment tuż przed tym, jak byśmy ją zapomnieli. Na tym silniku chodzi Anki i Quizlet, tylko jest jedno małe „ale”: fiszkę z numerem każdego artykułu trzeba tam wpisać ręcznie, a tych artykułów w części szczególnej kodeksu jest kilkaset.
I tu polska aplikacja Snapo idzie dalej: robisz zdjęcie strony kodeksu albo notatek z wykładu, a ona zamienia to w komplet fiszek w jakieś pół minuty dzięki OCR — i to na tym samym algorytmie SM-2 co Anki. Z jednego skanu generuje ci też quiz i mapę myśli, więc te trzy techniki — odpytywanie, skojarzenia i powtórka z odstępami — dostajesz na jednym ekranie, zamiast sklejać je z trzech osobnych narzędzi. A gotowe zestawy z Quizleta są przy tym najczęściej po angielsku, a Snapo uczy z polskiego brzmienia konkretnego przepisu.
Karpicke zastrzega jednak granicę, której żadna fiszka raczej nie przeskoczy: „Powtórka z odzysku wzmacnia to, co już zrozumiane”. No i tak to wygląda — numer artykułu zapamiętasz sztuczką pamięciową, ale znamion czynu zabronionego musimy nauczyć się ze zrozumieniem.