„Słuchaj, najpierw mała rzecz, która mi totalnie rozwaliła system: jak coś sobie odtwarzasz z głowy, to siedzi w niej dłużej, niż jakbyś to czytał po raz piąty. I nie, nie zmyśliłem tego — to wniosek z pracy Jeffreya Karpicke i Henry’ego Roedigera, która wyszła w czasopiśmie „Science” w 2008 roku. Badacze z Washington University w St. Louis pokazali wtedy, że grupa, która ćwiczyła przypominanie, po tygodniu pamiętała mniej więcej 50 procent więcej niż ci, co tylko sobie ten materiał ponownie przeglądali. No i to akurat sporo.
I właśnie na tym opiera się to, co coraz częściej robią uczniowie, a mianowicie: zamieniają swoje notatki w nagrania audio. Zamiast czytać te same strony kolejny raz, słuchamy ich w autobusie, na rowerze albo jak zmywamy naczynia.
Znam taki przykład, jeden licealista przed sprawdzianem z biologii nagrał sobie notatki o układzie krążenia i fotosyntezie, a potem przez dwa tygodnie słuchał ich w drodze do szkoły. I ocena podskoczyła mu z trójki na piątkę. Jasne, ten podcast z notatek to nie był jedyny powód, ale to słuchanie jakoś tam wymuszało, że codziennie miał z tym materiałem kontakt.
Tłumaczy to ta cała krzywa zapominania, którą opisał Hermann Ebbinghaus jeszcze w XIX wieku. Ten niemiecki psycholog ustalił, że bez powtórek człowiek w ciągu kilku dni zapomina większość tego, co dopiero co przyswoił. I dlatego powtórki porozkładane w czasie działają lepiej niż jedna długa sesja w nocy przed klasówką.
W sumie sam pomysł powtórek w odpowiednich odstępach ma polski rodowód. Algorytm SM-2, który dziś jest sercem wielu aplikacji do fiszek, opracował Piotr Woźniak w 1985 roku, jeszcze jak był studentem. Na tym samym rozwiązaniu stoi Anki, a w wersjach płatnych też Quizlet i Memrise.
Narzędzi do zamiany notatek w dźwięk jest teraz coraz więcej. Część uczniów korzysta z czytników ekranu albo po prostu nagrywa się telefonem. Polska aplikacja Snapo pozwala wygenerować podcast z notatek po zrobieniu zdjęcia kartki — przy limicie do 50 tysięcy znaków wychodzi z tego mniej więcej 56 minut słuchowiska czytanego polskim głosem.
Naukowcy nazywają ten efekt podwójnym kodowaniem: ta sama informacja zapisana raz jako tekst, a raz jako dźwięk zostawia w pamięci dwa różne ślady. „Łączenie kanału werbalnego i wizualnego zwiększa szansę na późniejsze przypomnienie” — pisał Allan Paivio, twórca teorii dual coding.
Tylko że audio ma swoje granice, i to trzeba sobie jasno powiedzieć. Słuchanie sprawdza się przy definicjach, datach, etapach jakichś procesów czy słówkach. Ale przy zadaniach, gdzie trzeba coś naprawdę zrozumieć — no i tu mam na myśli analizę schematu cyklu Krebsa albo rozwiązywanie krzyżówek genetycznych — podcast z notatek niczego nie załatwi. Tu po prostu potrzebujesz długopisu, kartki i rysowania.
Centralna Komisja Egzaminacyjna co roku publikuje sprawozdania z matury, i z nich wychodzi, że to właśnie zadania otwarte, te sprawdzające rozumowanie, wypadają najsłabiej. A samego osłuchania się z materiałem akurat tu nie wystarczy, żeby je rozwiązać.
Egzamin maturalny z biologii w 2025 roku trwał 180 minut, a żeby go zdać, trzeba było zebrać co najmniej 30 procent punktów z przedmiotu obowiązkowego.