Materiału z historii do matury mamy całe tysiące lat, setki dat i mnóstwo procesów, które trzeba jakoś ze sobą poukładać. A nasza pamięć robocza ogarnia naraz raczej niewiele, mniej więcej tyle co cyfr w numerze telefonu. No i stąd bierze się ten najczęstszy błąd, czyli wkuwanie wszystkiego naraz, na pamięć, w wielu przypadkach dzień przed klasówką. Akurat ta metoda zawodzi nas najmocniej tam, gdzie materiału jest najwięcej.

Daty: uczymy się ich w łańcuchach a nie luzem

Pojedyncza data wyrwana z kontekstu, takie samo „1492″, jest dla mózgu raczej przypadkowym ciągiem cyfr i po paru dniach jej już nie ma. Ale jak wrzucimy tą samą datę w łańcuch przyczyna–skutek: odkrycie Ameryki, kruszec płynie do Europy, no i rewolucja cen, to nagle trzyma się nam głowy, bo zahacza o coś co już rozumiemy. Dlatego dat uczymy się ciągami i parami a nie luzem, czyli wydarzenie do roku, postać do epoki, przyczyna do skutku. I tu akurat dobrze sprawdza się zwykłe łączenie w pary, do tego celu możemy użyć Snapo — jest tam osobny tryb „Łączenie w pary”, który zestawia nam daty z wydarzeniami prosto ze zdjęcia notatek, więc ćwiczymy te powiązania a nie suche liczby.

Powtarzamy zanim zapomnimy

Hermann Ebbinghaus opisał kiedyś, jeszcze w XIX wieku, krzywą zapominania i wynika z niej że najwięcej świeżo nauczonego materiału tracimy w przeciągu pierwszych dni. Wniosek mamy prosty, jeden wielki maraton nauki przegrywa z krótkimi powtórkami porozkładanymi w czasie. Na tym właśnie polega powtarzanie z odstępami, czyli wracamy do materiału wtedy kiedy zaczynamy go zapominać a nie wtedy gdy i tak go pamiętamy. Druga sprawa to przypominanie sobie na siłę. Karpicke i Roediger w 2008 roku opublikowali w „Science” takie badanie, z którego wyszło że odtwarzanie wiedzy z głowy ma na celu lepszą trwałość niż czytanie tych samych notatek po raz piąty. W praktyce są to po prostu fiszki, ale takie które same pilnują nam terminu. Aplikacje z algorytmem SM-2, a Snapo akurat na nim działa, wyliczają nam kiedy pokazać daną kartę znowu, więc trudniejsze daty wracają częściej a te opanowane rzadziej. A same fiszki zrobimy sobie ze zdjęcia notatek, bez przepisywania.

Zrozumienie bije wkuwanie, zwłaszcza przy źródłach

Matura z historii to w sporej części praca ze źródłami, a mianowicie: mapa, fragment tekstu, karykatura, jakaś tabelka. I tu samo „znam datę” nam nic nie da, trzeba jeszcze umieć osadzić to źródło w odpowiedniej epoce i coś z niego wyciągnąć. Dlatego ucząc się epoki rozrysujmy ją sobie, czyli oś czasu, najważniejsze postacie, przyczyny i skutki na jednej kartce. Jak mamy to wizualnie poukładane, wtedy na egzaminie szybciej widzimy gdzie dane źródło pasuje.

Pracujemy na arkuszach a nie tylko na podręczniku

Najlepszy trening przed maturą to po prostu rozwiązywanie arkuszy z poprzednich lat. Robimy wtedy dwie rzeczy naraz, czyli powtarzamy materiał i uczymy się formy, a mianowicie: ile schodzi nam na analizę źródła, jak punktowane jest wypracowanie i gdzie tracimy punkty po głupocie. Po każdym arkuszu wracajmy do błędów i dopisujmy je sobie do powtórek, bo to są dokładnie te miejsca w których egzamin lubi nas zaskoczyć.

Najkrócej

Historii nie zdaje się pamięcią do liczb, tylko umiejętnością łączenia faktów w jakąś sensowną całość. Daty w łańcuchach, powtórki porozkładane w czasie, zrozumienie zamiast wkuwania i te regularne arkusze, te cztery rzeczy realnie nam podbijają wynik. Reszta to systematyczność i tego akurat żadna apka za nas nie zrobi.

MS
Marcin Sobiech
Redaktor naczelny · Snapo

Marcin uczył biologii w warszawskim XII LO przez 7 lat, zanim dołączył do Snapo. Ma magisterium z neurobiologii (UW) i certyfikat metody Cornell. Pisze o tym, jak naprawdę działa nauka — bez ezoteryki, „typów wzrokowca" i „motywacji". Codziennie. Wypija 4 kawy. Czyta 2 książki tygodniowo (notatki w Snapo, oczywiście).