Egzamin poprawkowy z matury w 2026 r. wypada akurat 24 sierpnia — i nie, nie zmyślam, tak wynika z komunikatu dyrektora Centralnej Komisji Egzaminacyjnej o harmonogramie, który ogłoszono 20 sierpnia 2025 r. Część pisemna zaczyna się o 9:00, ustna przypada na 25 sierpnia, a na wyniki czekamy do 11 września 2026 r.
No i jak się tak policzy od pierwszego czerwca do tej daty, to wychodzi równo jedenaście tygodni, kiedy faktycznie można usiąść i się pouczyć. I właśnie pytanie, jak się do tej matury uczyć w tak krótkim oknie, dotyczy raczej wąskiej grupy. Bo do poprawki idzie tylko ten absolwent, który podszedł do wszystkich obowiązkowych egzaminów i oblał dokładnie jeden.
Kto może podejść do poprawki i do kiedy złożyć dokumenty
CKE mówi to jasno: oblany może być i pisemny, i ustny — liczy się tylko to, że nie zdaliśmy dokładnie jednego przedmiotu obowiązkowego. A kto nie zaliczył dwóch albo więcej, ten niestety czeka na kolejną sesję w maju następnego roku.
I tu uwaga, bo formalności łatwo przegapić, a tego akurat przegapić nie wolno. Deklarację, że chcemy podejść do poprawki — czyli ten słynny załącznik nr 7 — trzeba zanieść do dyrektora swojej szkoły najpóźniej do 15 lipca 2026 r. A informację o tym, gdzie konkretnie piszemy egzamin, właściwa okręgowa komisja egzaminacyjna ma podać do 10 sierpnia.
I nie jest tak, że to margines, kilka osób na krzyż. Po sesji 2025 prawo do sierpniowej poprawki dostało 32 371 osób, czyli 13 procent zdających. Maturę w terminie głównym, w maju 2025 r., zdało 80 procent absolwentów, a jak już doliczyć wszystkie sesje, to ogólna zdawalność wyszła 86,1 procent — czyli niżej niż rok wcześniej. Próg się nie rusza: żeby zaliczyć każdy obowiązkowy przedmiot, potrzeba 30 procent punktów.
Jak się uczyć do matury w jedenaście tygodni — co mówią badania
Zacznijmy od czegoś, co psuje każdy plan nauki, czyli od zapominania — a opisano to jeszcze w XIX wieku. Niemiecki psycholog Hermann Ebbinghaus w pracy z 1885 r. pokazał, że największą część świeżo wkutego materiału tracimy w ciągu pierwszej doby — to ta słynna „krzywa zapominania”. Czyli mówiąc wprost: bez powtórek wiedza z czerwca do sierpnia po prostu nam wyparuje.
A odpowiedź na to, potwierdzona zresztą późniejszymi eksperymentami, jest mniej więcej taka: powtarzamy z rozłożeniem w czasie i sprawdzamy się sami, zamiast biernie czytać po raz piąty to samo. Jeffrey Karpicke i Henry Roediger z Washington University w St. Louis opisali w 2008 r. na łamach „Science” tak zwany efekt testowania. „Samo wydobywanie informacji z pamięci, a nie ponowne jej czytanie, jest tym, co utrwala uczenie się” — taki wniosek płynie z ich badania. W eksperymencie grupa, która wielokrotnie odpytywała się z materiału, odtworzyła po tygodniu jakieś 80 procent treści, a grupa, która tylko czytała — niespełna 40 procent. No i tu sami widzicie różnicę.
Stąd taka rada, żeby te jedenaście tygodni rozpisać sobie na bloki tematyczne, a nie na bierne przewracanie podręcznika od deski do deski. Pierwsze tygodnie idą raczej na zmapowanie braków — w sumie warto wrócić do tego arkusza, który poszedł najgorzej, i wypisać sobie konkretne typy zadań, które sprawiły kłopot. Potem robimy rotację kilku działów w jednym tygodniu, czyli przeplatamy materiał. A ostatnie dwa tygodnie eksperci od egzaminów zgodnie radzą zostawić na arkusze CKE z lat poprzednich, w warunkach zbliżonych do egzaminacyjnych, z zegarem pod ręką.
Barbara Oakley, autorka kursu „Learning How to Learn”, podkreśla z kolei regularność zamiast maratonów. „Lepiej uczyć się krótko, ale codziennie, niż raz w tygodniu przez wiele godzin” — przekonuje badaczka. I tu praktycznym narzędziem jest technika Pomodoro, czyli bloki skupionej pracy poprzedzielane krótkimi przerwami — całkiem nieźle podtrzymuje uwagę.
Narzędzia: fiszki, powtórki i automatyczne odpytywanie
Te rozłożone powtórki najłatwiej wdrożyć przez fiszki sterowane algorytmem. Najpopularniejszy z nich, SM-2, opracował w 1985 r. polski badacz Piotr Woźniak — to on stoi za systemem SuperMemo i do dziś jest podstawą takich aplikacji jak Anki, Quizlet czy polskie Snapo. Algorytm sam decyduje, kiedy podsunąć nam dane pojęcie jeszcze raz: akurat tuż przed momentem, w którym mózg miałby je zapomnieć.
A różnice między tymi narzędziami sprowadzają się w sumie do wygody. W Anki i Quizlecie fiszki w większości trzeba wpisać ręcznie, co przy całym materiale do poprawki bywa po prostu pracochłonne. Snapo robi fiszki ze zdjęcia notatek dzięki OCR, a z tego samego skanu generuje też quiz albo podcast z notatek do odsłuchania w drodze — przydaje się, kiedy oczy odmawiają posłuszeństwa po godzinach przy biurku. Memrise z kolei jest nastawiony głównie na języki obce.
Tylko że żadna aplikacja nie zastąpi nam zrozumienia. Przy maturze z matematyki czy fizyki fiszki pomogą utrwalić wzory i definicje, ale nie nauczą rozwiązywania zadań — tu trzeba po prostu liczyć kolejne arkusze i rozkładać błędy na czynniki pierwsze, krok po kroku. Przy esejach z polskiego mechaniczne powtórki też nie wystarczą; liczy się praca z tekstem i argumentacją.
Ta analiza pomyłek to zresztą coś, co badacze uczenia się stawiają naprawdę wysoko. Wracanie do zadania, które poszło źle, i ustalenie, dlaczego dokładnie padła błędna odpowiedź, daje więcej niż rozwiązanie dziesięciu nowych przykładów bez żadnej refleksji. Po każdym przerobionym arkuszu warto wynotować sobie typ błędu — rachunkowy, ze zrozumienia polecenia czy z braku wiedzy — i pod ten typ dobierać kolejne ćwiczenia.
I jeszcze jedno, o czym w stresie łatwo zapomnieć: ci, co zdają poprawkę z jednego przedmiotu, mają w sumie jeden plus. Cała uwaga idzie na jeden obszar, a nie na pięć egzaminów naraz. Termin jest sztywny — 24 sierpnia 2026 r., godzina 9:00 — a zegar od pierwszego czerwca odlicza nam dokładnie jedenaście tygodni.