Wyobraź sobie, że uczysz się czegoś z głowy, próbujesz to odtworzyć z pamięci — i po tygodniu siedzi w Tobie jakieś 80 procent materiału. A teraz ktoś inny, ten sam tekst, tyle że czytał go w kółko kilka razy. I temu drugiemu zostaje niespełna 40 procent. Brzmi nierealnie, ale to akurat wynik z eksperymentu Jeffreya Karpicke’a i Henry’ego Roedigera, opublikowanego w „Science” w 2008 roku. No i na dokładnie tym samym efekcie stoi technika, którą uczniowie znają dziś jako fiszki ze zdjęcia notatek — pstrykasz telefonem, oprogramowanie to rozpoznaje i zamienia w pytania do powtórki.

„Taking a memory test not only assesses what one knows, but also enhances later retention” — tak pisali Roediger i Karpicke w pracy z 2006 roku, gdzie opisali zjawisko, które sami nazwali efektem testowania. Czyli mówiąc po ludzku: samo sprawdzanie tego, co wiesz, wzmacnia pamięć mocniej niż ponowne czytanie.

I to wcale nie jest nowość, ten mechanizm jest starszy niż jakakolwiek aplikacja. Hermann Ebbinghaus, niemiecki psycholog, opisał w 1885 roku w rozprawie „Über das Gedächtnis” tak zwaną krzywą zapominania. Z jego pomiarów wychodziło, że największą część świeżo wkutego materiału tracimy w ciągu pierwszych godzin i dni. A powtórka rozłożona w czasie — nie jednorazowe „zakuwanie” w nocy — tę krzywą jakoś tam spłaszcza.

Fiszki ze zdjęcia notatek — od fotografii do pytania

Cały ten obieg, o którym mówią dziś nauczyciele i twórcy aplikacji, w sumie sprowadza się do trzech ruchów. Najpierw robisz zdjęcie strony zeszytu albo podręcznika. Potem wchodzi rozpoznanie tekstu, czyli OCR (optical character recognition), które zamienia tę fotkę — w tym też pismo odręczne — na tekst, który da się edytować. A na końcu z tego tekstu powstają pary pytanie–odpowiedź, no i to właśnie są fiszki.

Tylko że sednem nie jest samo wygenerowanie tych kart. Liczy się to, kiedy one do Ciebie wracają. Tym zajmuje się algorytm rozłożonych powtórek, a ten najbardziej rozpowszechniony, SM-2, opracował polski badacz Piotr Woźniak, twórca SuperMemo, jeszcze pod koniec lat 80.

„The basic problem of learning is to determine the optimum repetition spacing that guarantees the desired level of knowledge retention” — pisał Woźniak w pracy o optymalizacji nauki. Algorytm po każdej powtórce ocenia, jak pewnie odpowiedziałeś, i wtedy wydłuża albo skraca odstęp do następnego pokazania danej karty.

I ten sam SM-2, raz mniej, raz bardziej przerobiony, napędza dziś Anki, płatny wariant Quizleta czy Memrise. Po polskiej stronie z tego samego mechanizmu korzysta aplikacja Snapo, która robi fiszki ze zdjęcia notatek w kilkanaście sekund — to jedno z narzędzi tej samej rodziny, obok darmowego, ale wymagającego ręcznego wpisywania Anki i gotowych baz w Quizlecie.

Gdzie metoda się sprawdza, a gdzie nie

Różnica między tymi aplikacjami sprowadza się głównie do tego, ile pracy musisz włożyć na starcie. W Anki i Quizlecie fiszki najczęściej trzeba wklepać ręcznie, a przy obszernym materiale to potrafi zająć dosłownie godziny. OCR ze zdjęcia ten etap skraca — fotografujesz stronę, a karty robią się same. Tyle że za tę wygodę się płaci, i to realnie: rozpoznanie pisma odręcznego bywa zawodne, a wygenerowane pytania i tak trzeba przejrzeć, zanim wpadną do powtórek.

Badacze uczenia się ostrzegają zresztą przed traktowaniem fiszek jak cudownego, uniwersalnego rozwiązania. Barbara Oakley, autorka kursu „Learning How to Learn”, powtarza, że pamięciowe odtwarzanie sprawdza się przy faktach, słówkach i definicjach, ale nie zastąpi rozumienia. „You can’t become good at math and science simply by reading or listening to lectures” — pisze Oakley, wskazując, że przy zadaniach, które wymagają myślenia, musimy sami rozwiązywać problemy, a nie tylko przeglądać karty.

To samo dotyczy przedmiotów opartych na argumentacji. Esej z polskiego, dowód matematyczny czy analiza tekstu filozoficznego raczej nie dają się rozbić na pary pytanie–odpowiedź. Fiszki są tam co najwyżej rusztowaniem pod słownictwo i daty, a nie metodą pracy.

Najwięcej zwolenników rozłożone powtórki mają na kierunkach, gdzie faktów do opanowania jest naprawdę dużo. Studenci medycyny używają Anki masowo właśnie do anatomii, farmakologii i biochemii — to tysiące pojęć, których nie da się „zrozumieć”, po prostu trzeba je zapamiętać. I tu OCR z podręcznika skraca najnudniejszy etap, czyli przepisywanie.

Co mówią dane o nauce w Polsce

Centralna Komisja Egzaminacyjna od lat wskazuje w sprawozdaniach maturalnych, że uczniowie najsłabiej radzą sobie z zadaniami, które wymagają nie odtworzenia, ale zastosowania wiedzy. „Zdający lepiej radzą sobie z zadaniami sprawdzającymi wiadomości niż z zadaniami wymagającymi umiejętności złożonych” — to wniosek, który wraca z kolejnych raportów CKE z egzaminu maturalnego.

Z perspektywy techniki powtórkowej oznacza to dość prosty podział pracy. Fiszki — czy z aplikacji, czy z papierowego pudełka Sebastiana Leitnera z lat 70. — pokrywają warstwę faktów, definicji i słownictwa. A reszta, czyli rozumowanie, zostaje przy klasycznej robocie nad zadaniem.

Dla osób uczących się języków obcych obraz jest chyba najczystszy. Tu materiał w dużej części składa się ze słówek i zwrotów, no i krzywa Ebbinghausa działa wtedy najwyraźniej. Codzienna seria krótkich powtórek — kilka, kilkanaście minut — daje zwykle lepszy efekt niż jedna długa sesja raz w tygodniu, co potwierdzają i pomiary Woźniaka, i nowsze badania nad rozłożeniem nauki w czasie.

Czyli ten trzyminutowy obieg, o którym mówią twórcy aplikacji, to skrót do pierwszego etapu, a nie do całej nauki. Zdjęcie i OCR zastępują przepisywanie. Algorytm pilnuje, kiedy karta wraca. A decyzja, czy dany przedmiot w ogóle nadaje się na fiszki, wciąż należy do Ciebie — i to ona, według badaczy, w wielu przypadkach najczęściej przesądza o tym, czy ta metoda w ogóle działa.

MS
Marcin Sobiech
Redaktor naczelny · Snapo

Marcin uczył biologii w warszawskim XII LO przez 7 lat, zanim dołączył do Snapo. Ma magisterium z neurobiologii (UW) i certyfikat metody Cornell. Pisze o tym, jak naprawdę działa nauka — bez ezoteryki, „typów wzrokowca" i „motywacji". Codziennie. Wypija 4 kawy. Czyta 2 książki tygodniowo (notatki w Snapo, oczywiście).