Sesja. Słowo, które na pierwszym roku brzmi trochę jak wyrok, a my dopiero próbujemy zrozumieć, o co w tym całym cyrku chodzi. Trwa zwykle dwa do trzech tygodni, a jej ramy wyznacza regulamin studiów — taki dokument, który uczelnia uchwala na podstawie ustawy z 20 lipca 2018 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (Dz.U. 2018 poz. 1668). I akurat dla pierwszoroczniaka to pierwsze takie zderzenie z systemem, gdzie pytanie „jak zdać sesję” to nie tylko kwestia wiedzy, ale też terminów, punktów ECTS i tego całego wpisu warunkowego.

No i większości z tych zasad nikt nam nie tłumaczy na inauguracji. One siedzą sobie w regulaminach studiów, które na uczelniach typu Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet Jagielloński czy Politechnika Warszawska mają po kilkadziesiąt paragrafów. I obowiązują nas wszystkich od dnia immatrykulacji, czy chcemy, czy nie.

Zaliczenie to nie tylko ocena, to punkty ECTS

Europejski System Transferu i Akumulacji Punktów, czyli ECTS, działa u nas już od lat i w sumie robi jedną rzecz: przelicza nasz nakład pracy na punkty. Jeden punkt ECTS to mniej więcej od 25 do 30 godzin pracy — wykłady, ćwiczenia i to wszystko, co siedzimy nad książką sami. Standardowy semestr to 30 punktów, a rok akademicki — 60.

I teraz tak: żeby zaliczyć rok, musimy uzbierać wymaganą liczbę punktów, a nie tylko zdać poszczególne egzaminy. Bo jak nie zaliczymy przedmiotu, to nie dostajemy przypisanych mu punktów, a to bywa ważniejsze niż sama ocena na karcie. I to rozróżnienie zaskakuje wielu z nas dopiero przy rozliczeniu semestru, jak już jest raczej za późno.

Terminy: zwykle dwa podejścia, czasem trzy

Regulaminy najczęściej przewidują dwa terminy egzaminu — pierwszy w sesji podstawowej, a potem poprawkowy w sesji poprawkowej. Część wykładowców daje jeszcze tzw. termin zerowy przed sesją, dla chętnych, którzy czują, że są gotowi wcześniej.

A jak się nie zgłosimy na egzamin i nie mamy usprawiedliwienia, to w wielu przypadkach traktują to jak podejście niezdane — czyli wjeżdża ocena niedostateczna. Skala ocen jest jedna dla wszystkich: 2,0 (niedostateczny), 3,0, 3,5, 4,0, 4,5 oraz 5,0 (bardzo dobry). I średnia z tego potem decyduje o stypendium rektora, które ustawa przewiduje dla studentów z najwyższymi wynikami.

Wpis warunkowy, czyli dług, z którym idzie się dalej

Jednym z tych mniej znanych mechanizmów jest wpis warunkowy. Pozwala nam ciągnąć studia dalej, mimo że nie zaliczyliśmy jakiegoś pojedynczego przedmiotu — pod warunkiem, że nadrobimy go w kolejnym okresie. Często niestety odpłatnie, bo powtarzanie przedmiotu na większości uczelni jest po prostu płatne.

Druga opcja to czasem urlop dziekański albo powtarzanie semestru. Każdy taki ruch ma jakieś konsekwencje dla harmonogramu i dla portfela, i dlatego dziekanaty odsyłają nas do regulaminu, zanim w ogóle podpiszemy jakikolwiek wniosek.

Jak zdać sesję, gdy materiał piętrzy się tygodniami

No i tu zaczyna się obszar, którego żaden regulamin nie reguluje — czyli sama nauka. I tutaj akurat badania nad pamięcią są zgodne od ponad stu lat. Niemiecki psycholog Hermann Ebbinghaus opisał w pracy „Über das Gedächtnis” (1885) coś, co nazwał krzywą zapominania: największą część świeżo wyuczonego materiału mózg gubi w pierwszych godzinach i dniach po nauce.

Wniosek jest raczej prosty: nauka rozłożona w czasie wygrywa z nocnym wkuwaniem. A mechanizm, który to wykorzystuje, to system powtórek w rosnących odstępach, czyli spaced repetition. Cyfrową wersję tej metody napędza algorytm SM-2, opracowany przez polskiego badacza Piotra Woźniaka w 1985 roku i do dziś używany przez aplikacje takie jak Anki, Quizlet Plus czy polska Snapo, która robi fiszki ze zdjęcia notatek i liczy odstępy tym samym algorytmem co Anki.

Powtarzanie biernym czytaniem to najsłabsza strategia

Drugim filarem skutecznej nauki jest tzw. efekt testowania. Henry Roediger i Jeffrey Karpicke z Washington University in St. Louis pokazali w badaniu „Test-Enhanced Learning” (Psychological Science, 2006), że studenci, którzy sprawdzali się quizami zamiast w kółko czytać tekst, po tygodniu pamiętali znacznie więcej.

„Testowanie się jest skutecznym sposobem na poprawę uczenia się, a nie tylko jego sprawdzanie” — napisali autorzy, podsumowując wyniki. I ten mechanizm jest trochę wbrew intuicji, bo bierne czytanie daje nam takie złudne poczucie, że już to umiemy, a realnej wiedzy dowodzi dopiero próba odtworzenia jej z pamięci.

Stąd właśnie ta przewaga fiszek, quizów i własnoręcznych pytań nad zwykłym podkreślaczem. Materiał możemy też przerabiać uchem — fiszki działają w tramwaju czy autobusie, a funkcja generowania podcastu z notatek (do 50 tysięcy znaków, czyli jakieś 56 minut nagrania) to jeden z trybów aplikacji Snapo, obok klasycznych fiszek znanych z Anki czy Memrise.

Nie wszystko da się zfiszkować

No bo metody powtórkowe mają swoją granicę. Przedmioty, które opierają się na rozumieniu, a nie na zapamiętywaniu — analiza matematyczna, logika, dowody, prawo zobowiązań czy filozofia — wymagają od nas rozwiązywania zadań i odtwarzania całego rozumowania, a nie tylko wkuwania definicji.

Tu fiszki bywają pomocne przy terminologii, ale trzonem i tak zostaje praca na zadaniach z poprzednich lat. Wielu wykładowców udostępnia archiwalne kolokwia i egzaminy, a koła naukowe zbierają je w bazach dostępnych dla studentów danego kierunku.

I ostatnia rzecz, o której regulaminy milczą, czyli kalendarz. Sesja zimowa wypada zwykle na przełomie stycznia i lutego, letnia — gdzieś w czerwcu, a daty egzaminów wykładowcy ogłaszają z wyprzedzeniem w systemie USOS albo jego odpowiedniku. I kto sprawdzi je już na początku semestru, ten ma te kilkanaście tygodni na rozłożenie nauki — dokładnie tyle, ile krzywa Ebbinghausa nagradza najwyżej.

MS
Marcin Sobiech
Redaktor naczelny · Snapo

Marcin uczył biologii w warszawskim XII LO przez 7 lat, zanim dołączył do Snapo. Ma magisterium z neurobiologii (UW) i certyfikat metody Cornell. Pisze o tym, jak naprawdę działa nauka — bez ezoteryki, „typów wzrokowca" i „motywacji". Codziennie. Wypija 4 kawy. Czyta 2 książki tygodniowo (notatki w Snapo, oczywiście).